RSS
piątek, 18 listopada 2011

... przeżyłam. bo  siedzę  sobie  zadowolona, umiarkowanie spokojna, i pełna  optymizmu, pije  herbatkę  i  co  chwile  sięgam  do  miseczki, gdzie  przed chwila  dosłownie  wsypałam  wafelki. i tak  sięgam  i  sięgam i  nagle moja  ręka  sięga w pustkę ... jak  to ??? tak  zupełnie  bez  ostrzeżenia ? przy  przedostatnim wafelku  zawsze powinno  być ostrzegawcze piiiiiiiiiiiiiiiii. żeby  sie  można  było pożegnać. a tak, będę tęsknić  do  jutra, do  10.40 kiedy  znajdę sie  w  biedronie  i  przytulę  wafelki  czekoladowe, w polewie. ale  mógłby  ktoś pomyśleć i dodawać do  pudełka  z  wafelkami  taki  mechanizm co  robi piiiiiiiiii.
moja  córka zaglucona uczy  kota skakać przez obręcz( oglądała jakis  cyrk) i nie  wiem  co  z  tego  wyniknie, bo  juz  ma  podrapane  ręce i czoło. a kot  wcale  nie  jest  nieszczęśliwy,  tylko ochoczo  i  radośnie,co  chwile  zawisa  na plastikowym kółku, za każdym  razem  zaczepiając o  palce  Vi. ciekawe  czy  byłby zadowolony  gdyby Vi  podpaliła  kółko. ale  nie  będę  jej  podpowiadać.

12:19, kariatyda_kasia
Link Komentarze (3) »
czwartek, 17 listopada 2011

... nastąpiła  dzisiaj o  9.59. nie  w  poniedzialek  a jednak zgodnie  z  palnem  pierwotnym  czyli  12.12 sie  oddalę. w sumie  przespałam  sie  juz  z  ta  myslą że w poniedziałek. no  to  urodziny  będziemy  świętować jeszcze razem : ja  i  mój  obcy.
A Vi sie  troszkę pochorowała . lekko na  szczęście. przechodzi  fazę  lecącego  gila  i  maxymalnego  wkurzenia. aktualnie  kroi  marchewkę  i  jabłko  na  mikroskopijne  kawałeczki  i  wszystko,  ale  to  wszystko jest  usłane  tymi  kawałeczkami . w przerwie krojenia  rozciera  gila  na  policzku, bo  odmówiła  używania  chusteczki. robi  mi  na  złosć  i  wyciera  w  rękaw. z tym że  nie trafia, bo na  dzień  dzisiejszy  jest  mi naprawdę  wszystko  jedno gdzie laduje  jej  mały gil.
zimno  mi we wszystko.

16:26, kariatyda_kasia
Link Komentarze (3) »
środa, 16 listopada 2011

... to  poważny wiek prawda?  tyle, właśnie  wczoraj  skończyła moja mała wiedźma najsłodsza...a ja  wróciłam  dzisiaj. i teraz tak : milka  przechodzi  przyspieszone  szkolenie  z  palenia w piecu c.o ( z uwzględnieniem  wszystkich  sytuacji kryzysowych typu "a co  będzie  jak  zrobię  100 ?" a że  płynie w niej  moja  krew,  to  duże  prawdopodobieństwo  jest, że ta setka  na  piecu sie  pojawi), bo chyba  w poniedziałek zostawiam  ten pierdolnik tutaj  i wybywam  z  piżamką w  garści. i mam nadzieję, że na  urodziny swoje wrócę... juz  bez obcego...no... tylko  że będę ze strachu "zrucać "  chyba...

16:28, kariatyda_kasia
Link Komentarze (3) »
środa, 09 listopada 2011

...mi sie  jakoś  tak ...tylko  nie  wiem za czym.  można  tęsknić  za wszystkim?

22:27, kariatyda_kasia
Link Komentarze (3) »
wtorek, 08 listopada 2011

... że wstaję, a za oknem biało...wstałam, spoglądam , a tam biało ... na  szczęście to tylko mróz. odetchnęłam...nie  jestem przygotowana  psychicznie  na przyjście zimy -w sensie na opady  śniegu nie jestem przygotowana, czy  to  zimą, czy  to  prawie  latem, jak jeszcze całkiem niedawno, ale w sumie  to juz  dawno ...a w ogóle to mnie  się chce  ciągle  spać, z tym, że w dzień, bo  w nocy  niestety mi się nie  bardzo chce i potem przykre sytuacje mam jak  dzisiaj, kiedy ledwo co usnęłam o 5 rano a o  7 zadzwoniła koleżanka,żeby zapytać czy ukisiłam juz  tą drugą kapustę...a ja  byłam tak  zaspana, że ledwo widziałam telefon, numeru zobaczyć nie  miałam szans, więc jak ta głupia  odebrałam... i było żegnaj spanie... skreślę ją  chyba  z listy  koleżanek  albo  co, jak  mi taki numer jeszcze raz wytnie... bo  tak  naprawdę, to  gówno  ja  obchodziła  moja  kapusta, ona  sie  po prostu chciała dowiedzieć na  jakim etapie  jest  moja  wędrówka po lekarzach... ale pozostawiłam ją w błogiej  nieświadomości...jeszcze tylko trochę i  znowu będę piękna i wolna od nieproszonego gościa. a czy ja  wspominałam, że mi się popsuła  kapusta nim się  zakisiła? ta pierwsza...? nie pamiętam, ale być  może  nie  wspominałam, gdyż ostatnio z racji wrażeń rzadko tu  o  czymś wspominam... a zepsuła  mi się ...ta pierwsza ...po tygodniu od  wpakowania  do beki, moja  kapusta zamiast soku  miała  ...kisiel...więc zasiliła kompost...z żalu  obgryzłam paznokcie u  lewej ręki...ale juz druga sie zakisiła i  nawet  wczoraj  wykonałam z niej i grzybów naleśniki...
z życia pieca c.o
piec żyje, ale  ja  kilka  dni  temu  prawie umarłam, bo  z  racji  wszelakich  wrażeń zapomniałam, ze odpaliłam i przypomniałam  sobie  o  nim, kiedy  kaloryfery  zaczęły odskakiwać od  ściany, a na  termometrze, na  piecu  zabrakło  skali...różne rzeczy mi  się z tym piecem  przydarzały, ale  takiego numeru jeszcze nie  było ...tylko teraz nie  zostawiam go samego, jak idę  palić nawet na chwilkę, bo nie  mogę ostatnio polegać na  mojej  pamięci.

09:33, kariatyda_kasia
Link Komentarze (6) »
niedziela, 06 listopada 2011

...listopad... no nie  da  się ukryć, chociaż wczoraj  było pięknie ( dzisiaj  dla  równowagi jest szaro i  buro)...i bez bicia  przyznaję ze wreszcie  odespałam ostatnie  tygodnie...nerwy wyjazdy bezsenne noce. tak naprawdę to  jeszcze trochę nerwowo przede  mną,  ale...dzisiaj  spałam  do  10.15, a Vi leniwa dopiero przed chwilą ruszyła dupkę z łóżka. a teraz ja  siedzę tutaj  z  kawą, a młoda wyprowadza 4 psy"pluszaki" na siku...obowiązki  sobie  takie  nowe  ustaliła. a dzisiaj  zakładam  , żę będzie  fajnie,  spokojnie i leniwie. będziemy  się włóczyć po  domu  w  pidżamach, może jakieś ciasto zrobimy, bo  jabłka zerwałam  wczoraj i nie  będę mysleć o  niczym...

11:05, kariatyda_kasia
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 24 października 2011

... palić  oczywiście, w piecu oczywiście...i  dlaczego  jest  tak  zimno ? a może mam  zimno  nerwowe? żebym tylko jutro czegoś nie  zapomniała,  bo  się  zastrzelę...
z życia kociego  stada...
gruby zeżarł jakieś zwierze wczoraj  i późnym wieczorem  oddał  to  zwierze, wśród  licznych  efektów dźwiękowych, na podłogę  w  sypialni, kuchni, parapet...wrogowi  nie życzę sprzątania...chociaż ...

10:47, kariatyda_kasia
Link Komentarze (5) »
niedziela, 23 października 2011

...sie nie  dzieje... z rzeczy, które  sie  działy  to ...rąbnęli  nam parasolkę w szkole... mala  wsiowa  szkoła tylko podstawówka, gdzie  wszyscy  sie  znają, a mimo to ktoś podpieprzył ... a panie krzyczały  ze  w tej malutkiej  szatni  ( jeden  box) wszystko  można  zostawić... wychodzi na  to, ze  wszystko  z  wyjątkiem parasolki ...żeby  to jeszcze ładne  było  ...ale  to zwykła  składana... no  ale  wtedy  lało, to może  sie  komuś  akurat przydała  bardziej,  bo  jak  wyszłyśmy  ze  szkoły było po deszczu... liście  spadły wszystkie, ale  tylko  z orzechów  włoskich...przygotowałam riplejowi  zgrabne  kupki ...jak  przyjedzie  za tydzień będzie  miał  zajęcie... i tak o...Vi jeszcze śpi... komputer sie  psuje ...piec nie  wyczyszczony ( czeka  na  pana) więc dymi  na  znak  protestu... a sucz wyżarła  resztę orzechów  spod  drzewa, mam nadzieję... bo jak wypuszczam ja żeby sie  wybiegała  i nie  tylko, to łazi z nosem  przy  ziemi jak  dzik  jakiś i  wyżera... a potem  sie  okazuje, ze  te 3 godziny  które  miała dla  siebie  to za krótko żeby  zrobić kupę...a kupa  po  orzechach  strasznie jest ...nie do kupy  wzięta...ale  pamięć będzie  miała  dobrą ...ja  też ..juz  ja  jej  zapamiętam co  wyprawia  po  tych  orzechach ... niepokój mam pod skórą...jakiś...

11:16, kariatyda_kasia
Link Komentarze (2) »
sobota, 08 października 2011

...grzewczy ...który to  juz  raz, tutaj  zaczynam  ten sezon grzewczy ? nie  miałam tego  w  planie, ale  olka  chodziła  i  jęczała,  ze  jej zimno  i  zimno  i  zimno, no to napaliłam ...przy okazji  wyszło, że zawór jest  przerdzewiały i że poruszenie nim grozi całkowitym urwaniem, a  wody  w  obiegu  było  prawie nic... ale udało  sie, nie  odpadł...uzbrojona  w  tłuczek  do  mięsa ( swoją drogą czego  ja  juz nim nie robiłam ??) postukałam, popukałam,  rdza  odpadła  i  ruszyło...

13:11, kariatyda_kasia
Link Komentarze (7) »
środa, 05 października 2011

dietę kapuścianą i  wpierdzielać ten  kapuśniak, to najpierw nie  można  mieć sklerozy...bo  zaczęłam od  niedzieli  i  jeszcze nie  zdarzył  mi  sie  dzień, żebym jadła  tylko ten  cholerny  kapuśniak ! i tak wczoraj  zeżarłam śledzie oraz paczkę  ciastek  holenderskich z czekoladą i dwa  kabanosy, a dzisiaj  duży  jogurt i kanapkę z  szynką... i gdzie  ja  mam  sobie  wyryć,  że mam jeść  tylko kapuśniak ??! no  dobra  kawe,  tez  piłam  z  mlekiem, ale  bez  cukru, bo  nie  słodze...kawy,  bo  herbatę to  i  owszem ... a w ogóle to  ten  kapuśniak  jest  ohydny, ale  z jakiegoś powodu smakuje  Vi !! kulinarnie  mi  dzisiaj  wyszło jakoś... na  deser będzie  dzisiaj maraton  serialowy czyli  rodzinka.pl... Vi  jest  fanką i każdego  dnia  od  rana  słysze  - chłopaki  juś? no ..i juś...

18:31, kariatyda_kasia
Link Komentarze (3) »
O autorze