RSS
czwartek, 17 stycznia 2013
...to był pełen serwis: i deszcz, i śnieg, i wiatr. teraz to wszystko zamarzło tak, że drogę do szkoły pokonałyśmy na jednym ślizgu... a po wsi chodzi miły pan, który spisuje stan liczników prądu...aż słabnę na myśl o tym jaki będzie wynik
09:57, kariatyda_kasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 stycznia 2013
... szybko mija czas... bo ja realizuje właśnie noworoczne postanowienie żeby więcej olewać... no to olewam i nicnierobie kiedy tylko mogę. np dzisiaj z rzeczy do zrobienia zrobiłam ...frytki. przecież nie jest powiedziane, że w niedziele to ma być rosół i schaboszczak nie ? chcieli frytki? luuuz zrobiłam frytki... poza tym bawiłam się domkiem z Vi i malowałam nam paznokcie i zmywałam i znowu malowałam. grałam w mahjonga... zgłębiałam tajniki i zakamarki lapka...jak głupia byłam tak jestem... jutro poniedziałek... zorganizuję sobie czas podobnie... no, może dodatkowo sprzątnę kuwetę i pojadę do miasta po płyn do płukania...nic mnie tak nie wprawia w dobry nastrój, jak pachnący płyn do płukania
20:44, kariatyda_kasia
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 stycznia 2013
... cieszą się dzieci... wyjątek stanowi moje dziecko, gdyż moje ma w dupie! chodź Vi pójdziemy na śnieżek - nie ide!! chodź pójdziemy z saneczkami- nie ide!!no chodź, zobacz jak ładnie pójdziemy- później później potem potem. i tyle za spaceru wynikło. A riplej dzień cały spędził w piwnicy. rozłożył piec na czynniki i czyścił. przynajmniej ten skurczybyk nie będzie dymił( piec nie riplej) Tak że w sumie to się cały dzień opierdalałam...można? można...
17:51, kariatyda_kasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 stycznia 2013
...wieje, pada łeb mnie na... boli? samo życie zmusiło mnie do ograniczenia inwektyw, bo moja córeczka ulubiona rozpuściła wreszcie jęzor po tylu latach i gada gada gada, powtarza, chłonie jak gąbka... ależ mnie to ograniczenie męczy...zwłaszcza dzisiaj. Vi gotuje czyli ciastolinę tnie, kroi, wycina, wkłada do garów, karmi tym zwierzęta pluszowe, roznosi po całej chałupie; Z. za ścianą gra na trąbie, a ja mam "te dni". Riplej jutro przyjeżdża. a ja mam "te dni"... i nie ma szans żeby mi do jutra przeszły...
13:39, kariatyda_kasia
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 stycznia 2013
...minął dzień, ale zawsze mogło być gorzej.w szkole byłyśmy, potem się plątałyśmy, potem ja czyściłam piec( wyglądałam jak kominiarz, a sadze miałam nawet w uszach). nie mogłam poczekać na ripleja do piątku, bo piec już był tak zasyfiały, że tylko wypluwał na mnie kłęby brązowego dymu. po tej imprezie dwugodzinnej piwnicznej ja byłam wypluta, śmierdząca i z jednym palcem czarnym. bo mi się rękawiczka rozdarła i nie zauważyłam. i nawet szorowany dalej czarny. jutro nie idziemy do szkoły pojutrze nie wiem bo się pani raczej rozchorowała. dzisiaj siedziała z Vi kaszląca smarcząca i powiedziała, że chyba na zwolnienie pójdzie. na to ja z niewyparzona paszczą, że słusznie, bo jak ma mi dziecko zarazić glutem, to lepiej niech w domu posiedzi...może się nie obraziła na mnie. ale tak mi sie czasem wymsknie wulgarnie... a o księdzu nie zapomniałam...za to on zapomniał o mnie...tu jest taki durny zwyczaj oczekiwania na wielebnego na środku drogi, jak nikogo z domu nie ma, to albo wejdzie, albo nie...ale sorry nie miałam w planie kwitnąć na zimnie jak ten młotek, z bandą innych sinych z zimna...wystarczy,że miałam rozszalałą potworę w domu, którą musiałam opanowywać co chwilę, żeby np wściekła nie przywitała księdza słowami " bujaj sie! " W sumie to zapytam dlaczego nie przyszedł... tak z ciekawości oczywiście...a trafi się na pewno, bo po drodze do szkoły mijamy plebanię... Chciałabym, żeby już był czwartek...wieczór...
20:56, kariatyda_kasia
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 stycznia 2013
... zapanował spokój, tzn. względny spokój...nie ma wszechobecnych ubrań walających się wszędzie, kubków talerzyków itp czekających na cud, który je umieści w zlewie chociaż, bo o umyciu od razu nawet nie wspomnę...pytań, odpowiedzi, pytań bez odpowiedzi, bo jak tu gadać, kiedy zęby zaciśnięte na języku, pierdzielenia bez sensu i miliona drobiażdżków, które tak naprawdę niczym są a ciśnienie podnoszą do granic możliwości ciśnieniomierza...i tak od czwartej rano mam tylko szaleństwo Vi- wszędzie zabawki, kartki pisaki kredki ciastolinę takie coś do ciastoliny, ale nawet nie umiem tego nazwać książeczki woreczki siateczki siatki reklamówki torby torebki prawie walizy, bo moja córeczka aktualnie ma nowego bzika JEST SPAKOWANA...zawsze wszędzie o każdej porze. próba pozbawienia jej ulubionych przedmiotów doprowadza do wścieklizny ( a może dziecko przeczuwa kataklizm jakiś? może i ja na wszelki wypadek coś tam do torby wrzucę i schowam? takie gacie chociaż i szczotkę do zębów?)Ale dawno już zauważyłam, że jak jesteśmy same mało rzeczy AŻ TAK mi przeszkadza i więcej zwisa... i u mnie na wsi zaczęła się histeria wizytowo duszpasterska...nerwówka i psychoza, masowe zwolnienia z pracy na ten dzień w celu dokonania...no właśnie czego? sprzątania? przecież na święta było szlifowane...mam szanse zapomnieć o wizycie jak dwa lata temu chyba, kiedy ksiądz wchodził poślizgiem na psiej kupie, bo to że pamiętam dzisiaj, wcale nie znaczy, że będę pamiętała w sobotę. tym bardziej, że juz parę razy myślałam o tym, że w sobotę wreszcie się wyleżę, aż mi oczy wygniją czyli aż Vi wstanie. ale to wszystko w praniu wyjdzie.
23:02, kariatyda_kasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 grudnia 2012
... noworocznych oczywiście... listę zrobiłam...ale mogę zdradzić na razie tylko pierwszą pozycje, a mianowicie, wrzucić na luz i przestać się szarpać . chciałabym osiągnąć taki błogi stan, jaki osiągnęła siostra ma...naprawdę, nie zadręczać się rzeczami, na które naprawdę nie mam wpływu...tak mi dopomóż itd; w niektórych domach w niedziele rozchodzi sie zapach ciasta. u mnie tez sie rozchodzi, zapach... z tym, że dymu z pieca...
20:19, kariatyda_kasia
Link Komentarze (2) »
sobota, 29 grudnia 2012
trzeci raz pisze!! i pewnie mi zaraz to co pisze zeżre !! o tym ze bolek opieprzył w sensie spożył mi torebkę prawie całą, tzn uszy i nieco dna; że w domu pełno, a ja nie przyzwyczajona do najazdu Hunów czy jak im tam, czyli moich najbliższych ukochanych ...że po dwóch dniach od najazdu wyżej wymienionych marzę o tym żeby zapanowała tu CISZZZZAAA błoga...i nie mam co sie bardziej rozwijać, bo mogę nie zdążyć ...i że czuję, że jeśli szybko nie zapanuje tutaj spokój, to rozpieprzy mnie niczym balon w kontakcie z zębami bolka vel brunka
00:12, kariatyda_kasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 grudnia 2012
... może być...
23:29, kariatyda_kasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 października 2012
... że czas przesunięty, jeśli moje dziecko jest niewrażliwe na takie numery. no może rzeczywiście nieco wcześniej zasypia,czyli o północy a nie o 1, a wstawać i tak nie chce i awantury co rano. do tego zimno ciemno i ponuro, a moje niektóre kwiatki jeszcze w ziemi siedzą bo kasi nie chciało sie wcześniej wydłubać. ale co tam, nic im sie nie stanie, tyle, że dla mnie okoliczności przyrody towarzyszące wydłubywaniu nie będą łaskawe...do tego marne szanse na rozgrzanie pod kaloryferkiem, bo bojler zepsuty, na ścianie w charakterze wątpliwej ozdoby wisi. a jak nie ma bojlera, to sorry ale nie ma grzania. więc grzejniczkiem pożerającym prąd grzejemy, szumi aż miło. za to później będzie gorzej, jak rachunek za prąd przyślą. paznokcie na czerwono pomalowałam, w celu wyciągnięcia na światło dzienne drzemiacej we mnie głęboko kobiety, ale upychają ją we mnie kalosze, które na nogi wciskam żeby wydać michy z jedzeniem dla psów... i tak o...
14:29, kariatyda_kasia
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51
O autorze