RSS
czwartek, 31 stycznia 2013
... wronę czy tam kawkę,która leciała do tyłu!! słowo daje! i tu nadmieniam, że nie brałam żadnych srodków rozweselających ... normalnie leciała mi przed oknem, przed chwila DO TYŁU! czy to cos oznacza? może jej się wsteczny zablokował ?
10:07, kariatyda_kasia
Link Komentarze (5) »
... posprzątam sobie dom... tzn nie cały, bo aż tak mnie nie pogięło, ale czuję, że odreagować muszę, bo od dwóch dni jeżdżę albo z riplejem albo z Vi i riplejem i w związku z tym mój system nerwowy padł...
10:03, kariatyda_kasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 stycznia 2013
... nie wiem... tak najczęściej odpowiada riplej ostatnio... chcesz cos zjeść? nie wiem... a pranie roboczych łachów zrobić ? nie wiem... może kawę? wypijemy kulturalne jak ludzie, wspólnie, poranną? nie wiem... normalnie mam wrażenie, że uczestniczę w rozmowie z tym idiotą, z filmu ck dezerterzy, który na wszystko odpowiadał- ja nic nie wiem...a dołożyłeś do pieca? nie wiem... jesssu...ja rozumiem, że bolą go zatoczki czołowe, ale żeby aż tak mu glut zalewał mózg? ferie się zaczęły czyli Vi w domu non stop czyli ja już od soboty zażywam uspokajające, małe, ziołowe, śmierdzące kozłkiem tak, że chwilę po zażyciu przeze mnie, bolek usiłuje mi wejść do ust... może ja też zwariuję? jaaa nic niee wieeem...
12:50, kariatyda_kasia
Link Komentarze (3) »
piątek, 18 stycznia 2013
... to dobre przeplata się z tym do doopy. jakaś pipa jedna znowu nie zauważyła,że riplej także pracuje w tej firmie i tak jak miesiąc temu nie wysłała przelewu z wypłatą... większość dostała pieniądze już tydzień temu a riplej nie... no przecież taki burdel można naprawić od ręki tak ? i w tym miesiącu nie zrobić siary i dać człowiekowi ciężko zarobione na zimnie pieniądze na czas...podobno wysłała przedwczoraj, po jego interwencji, ale kto ja tam wie... jeśli ciągle nie ma... a jeść trzeba i za taki prąd np. płacić płacić też. już od dwóch dni ten przelew "idzie" i chyba na piechotę byłby szybciej...z dobrych rzeczy to się jak wiadomo weekend zaczął... a resztę dobrych przemilczę, bo jestem tak wkurwiona, że mogę je tą swoją wścieklizną zepsuć jedynie... psom na rozgrzewkę daje kości jak się nad nimi pomęczą będzie im cieplej...ich dobry pan przytargał w poniedziałek wór 50 kg...dobrze że jest mróz... w razie odwilży zapach mógłby nas powalić...
13:02, kariatyda_kasia
Link Komentarze (8) »
czwartek, 17 stycznia 2013
...to był pełen serwis: i deszcz, i śnieg, i wiatr. teraz to wszystko zamarzło tak, że drogę do szkoły pokonałyśmy na jednym ślizgu... a po wsi chodzi miły pan, który spisuje stan liczników prądu...aż słabnę na myśl o tym jaki będzie wynik
09:57, kariatyda_kasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 stycznia 2013
... szybko mija czas... bo ja realizuje właśnie noworoczne postanowienie żeby więcej olewać... no to olewam i nicnierobie kiedy tylko mogę. np dzisiaj z rzeczy do zrobienia zrobiłam ...frytki. przecież nie jest powiedziane, że w niedziele to ma być rosół i schaboszczak nie ? chcieli frytki? luuuz zrobiłam frytki... poza tym bawiłam się domkiem z Vi i malowałam nam paznokcie i zmywałam i znowu malowałam. grałam w mahjonga... zgłębiałam tajniki i zakamarki lapka...jak głupia byłam tak jestem... jutro poniedziałek... zorganizuję sobie czas podobnie... no, może dodatkowo sprzątnę kuwetę i pojadę do miasta po płyn do płukania...nic mnie tak nie wprawia w dobry nastrój, jak pachnący płyn do płukania
20:44, kariatyda_kasia
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 stycznia 2013
... cieszą się dzieci... wyjątek stanowi moje dziecko, gdyż moje ma w dupie! chodź Vi pójdziemy na śnieżek - nie ide!! chodź pójdziemy z saneczkami- nie ide!!no chodź, zobacz jak ładnie pójdziemy- później później potem potem. i tyle za spaceru wynikło. A riplej dzień cały spędził w piwnicy. rozłożył piec na czynniki i czyścił. przynajmniej ten skurczybyk nie będzie dymił( piec nie riplej) Tak że w sumie to się cały dzień opierdalałam...można? można...
17:51, kariatyda_kasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 stycznia 2013
...wieje, pada łeb mnie na... boli? samo życie zmusiło mnie do ograniczenia inwektyw, bo moja córeczka ulubiona rozpuściła wreszcie jęzor po tylu latach i gada gada gada, powtarza, chłonie jak gąbka... ależ mnie to ograniczenie męczy...zwłaszcza dzisiaj. Vi gotuje czyli ciastolinę tnie, kroi, wycina, wkłada do garów, karmi tym zwierzęta pluszowe, roznosi po całej chałupie; Z. za ścianą gra na trąbie, a ja mam "te dni". Riplej jutro przyjeżdża. a ja mam "te dni"... i nie ma szans żeby mi do jutra przeszły...
13:39, kariatyda_kasia
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 stycznia 2013
...minął dzień, ale zawsze mogło być gorzej.w szkole byłyśmy, potem się plątałyśmy, potem ja czyściłam piec( wyglądałam jak kominiarz, a sadze miałam nawet w uszach). nie mogłam poczekać na ripleja do piątku, bo piec już był tak zasyfiały, że tylko wypluwał na mnie kłęby brązowego dymu. po tej imprezie dwugodzinnej piwnicznej ja byłam wypluta, śmierdząca i z jednym palcem czarnym. bo mi się rękawiczka rozdarła i nie zauważyłam. i nawet szorowany dalej czarny. jutro nie idziemy do szkoły pojutrze nie wiem bo się pani raczej rozchorowała. dzisiaj siedziała z Vi kaszląca smarcząca i powiedziała, że chyba na zwolnienie pójdzie. na to ja z niewyparzona paszczą, że słusznie, bo jak ma mi dziecko zarazić glutem, to lepiej niech w domu posiedzi...może się nie obraziła na mnie. ale tak mi sie czasem wymsknie wulgarnie... a o księdzu nie zapomniałam...za to on zapomniał o mnie...tu jest taki durny zwyczaj oczekiwania na wielebnego na środku drogi, jak nikogo z domu nie ma, to albo wejdzie, albo nie...ale sorry nie miałam w planie kwitnąć na zimnie jak ten młotek, z bandą innych sinych z zimna...wystarczy,że miałam rozszalałą potworę w domu, którą musiałam opanowywać co chwilę, żeby np wściekła nie przywitała księdza słowami " bujaj sie! " W sumie to zapytam dlaczego nie przyszedł... tak z ciekawości oczywiście...a trafi się na pewno, bo po drodze do szkoły mijamy plebanię... Chciałabym, żeby już był czwartek...wieczór...
20:56, kariatyda_kasia
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 stycznia 2013
... zapanował spokój, tzn. względny spokój...nie ma wszechobecnych ubrań walających się wszędzie, kubków talerzyków itp czekających na cud, który je umieści w zlewie chociaż, bo o umyciu od razu nawet nie wspomnę...pytań, odpowiedzi, pytań bez odpowiedzi, bo jak tu gadać, kiedy zęby zaciśnięte na języku, pierdzielenia bez sensu i miliona drobiażdżków, które tak naprawdę niczym są a ciśnienie podnoszą do granic możliwości ciśnieniomierza...i tak od czwartej rano mam tylko szaleństwo Vi- wszędzie zabawki, kartki pisaki kredki ciastolinę takie coś do ciastoliny, ale nawet nie umiem tego nazwać książeczki woreczki siateczki siatki reklamówki torby torebki prawie walizy, bo moja córeczka aktualnie ma nowego bzika JEST SPAKOWANA...zawsze wszędzie o każdej porze. próba pozbawienia jej ulubionych przedmiotów doprowadza do wścieklizny ( a może dziecko przeczuwa kataklizm jakiś? może i ja na wszelki wypadek coś tam do torby wrzucę i schowam? takie gacie chociaż i szczotkę do zębów?)Ale dawno już zauważyłam, że jak jesteśmy same mało rzeczy AŻ TAK mi przeszkadza i więcej zwisa... i u mnie na wsi zaczęła się histeria wizytowo duszpasterska...nerwówka i psychoza, masowe zwolnienia z pracy na ten dzień w celu dokonania...no właśnie czego? sprzątania? przecież na święta było szlifowane...mam szanse zapomnieć o wizycie jak dwa lata temu chyba, kiedy ksiądz wchodził poślizgiem na psiej kupie, bo to że pamiętam dzisiaj, wcale nie znaczy, że będę pamiętała w sobotę. tym bardziej, że juz parę razy myślałam o tym, że w sobotę wreszcie się wyleżę, aż mi oczy wygniją czyli aż Vi wstanie. ale to wszystko w praniu wyjdzie.
23:02, kariatyda_kasia
Link Dodaj komentarz »
O autorze